Mediolan poza katedrą.
Poza Duomo, niewątpliwie przepiękną budowlą sakralną i Galerią Emanuele Mediolan proponuje mnóstwo innych bardzo ciekawych miejsc. Dzielnice Isola i Porta Nuova, dzielnica San Siro z legendarnym stadionem o tej samej nazwie. Navigli. Dzielnica kanałów. Czas przed koncertem postanowiliśmy spędzić nad wodą. Zapytacie w Mediolanie nad wodą? Otóż tak. Co prawda na dzień dzisiejszy Mediolan zachował sobie tylko dwa kanały ale jeszcze w okresie powojennym w mieście było mnóstwo kanałów łączących Mediolan z jeziorami Como czy Maggiore, i normalnie funkcjonował transport wodny. Z ciekawostek. Do budowy Duomo wykorzystano kamień który transportowany był właśnie drogą rzeczną. Decyzja o zasypaniu kanałów wynikała tylko i wyłącznie z ekonomii. W momencie rozwoju transportu drogowego, który był zdecydowanie szybszy zaprzestano wykorzystywania rzek i kanałów (barki pływamy z prędkością 3 km/h). Dla mnie woda w mieście dodaje dużo uroku. Pewnie ciężko jest żyć z wodą wokoło, ale w tym temacie najlepiej byłoby zapytać mieszkańców Wenecji. Ciekawostka kolejna. Otóż spacerując po Mediolanie, jeżeli zauważymy szerokie dukty bardzo dobrze widoczne, brzegi z charakterystycznego szarawego kamienia, wypełnienia z wielkiej brązowej kostki, możemy być pewni że w tym miejscu były kiedyś kanały. Z całą pewnością, taki zasypany kanał widać spacerując wzdłuż prawej ściany mediolańskiej katedry.


Wybieramy się do dzielnicy Navigli po śniadaniu. Właśnie. Śniadania we Włoszech. Zdecydowanie królują słodkie. Brioche. Cornetto. Oczywiście pyszna kawa. Nasz hotel poza tym oferował jeszcze musli, jogurty i trochę sera. Bez szału ale na start idealnie. Tego dnia odwiedziłem jeszcze jeden z mediolańskich basenów. Bilet 8 euro na cały dzień. Basen na którym byłem to basen 8-torowy, czynny od 7. I co mnie już nie dziwi o 7 na każdym torze pływały po 4 osoby.
W drodze powrotnej w autobusie nadrabiam lekturę Gazzetta della Sport. Po śniadaniu autobusem jedziemy do dzielnicy Navigli. Mamy to szczęście ze trafiamy na kontrolerów biletów. Wszystko przebiega zgodnie z planem. Na 10.30 zaplanowaną mam lekcję hiszpańskiego i zaraz po wyjściu z autobusu szukamy miejsca gdzie moglibyśmy w spokoju tą lekcję przeprowadzić. Udaje się.
Podobno głośno mówię podczas lekcji. Jak prawdziwy Włoch lub Hiszpan.


Znajdujemy właściwy kierunek i koniec końców jesteśmy w głównej części tej dzielnicy. Faktycznie wszystko wygląda jak na zdjęciach w internecie. Mosty pełne kłódek. Ponownie mnóstwo barów i restauracji. Przed południem nie czuć popularności tego miejsca. Można w spokoju zrobić zdjęcie. Podziwiać odrestaurowane kamienice. Zatoka praczek. Nigdy nie ukończony kościół. Siadamy w barze MAG -żona znalazła to bardzo polecane miejsce słynące z niesamowitej kawy i aury jaką roztaczają kelnerzy. Nasz wybór pada na aperitivo podobne w bazie do aperolu ale z nutami wzbogaconymi przez kelnera. Jest smaczne, zimne. Niemniej całą aurę tworzy otoczenie. Jest wyjątkowo. Prawdziwa Dolce Vita. Świetne miejsce. Poniekąd na najbardziej znany, instagramowy most, wieczorową porą tworzą się kolejki. Każdy szanujący się influencer pojawia się w tym miejscu. Powoli opuszczamy Navigli i korzystając tym razem z tramwaju przenosimy się na Piazza Duomo. Siadamy na jednym z wysokich krawężników i słuchamy miasta.


Podziwiamy i powoli zbieramy się do momentu usatysfakcjonowania naszych żołądków. Będąc ostatnim razem w Mediolanie, pamiętam że byliśmy w jednym fajnym miejscu, gdzie przy Tobie robią makaron, Ty wybierasz a później z wielkim smakiem delektujesz się pastą alla carbonara oczywiście z guanciale lub inną. Udaliśmy się więc do via Pasteria przy Corso Italia i w otoczeniu, żółtego, makaronowego koloru dokonaliśmy kulinarnego zachwytu.
Na deser kawa w galerii Emanuele, i nie za milion złotych ale za 1,20 espresso z widokiem na główną część galerii. Można podziwiać wnętrze, można spojrzeć na galerię nieco z góry. To wszystko na pierwszym piętrze, wejście tuż obok drzwi prowadzących do Prada. Wchodząc do galerii od strony katedry na prawej stronie ściany znajdziemy schody prowadzące na taras.


Kulinarne uniesienia za nami. Przed nami główna atrakcja tego wyjazdu czyli realizacja prezentu mojej żony w postaci koncertu na mediolańskim San Siro, z Erosem Ramazzotti w roli głównej.
Prezent kupiony jeszcze przed świętami. Chyba nie ma osoby w podobnych do naszych rocznikach, która nie znała, nie słyszała choćby jednego utworu tego bardzo popularnego włoskiego piosenkarza. L’aurora, Cose Della Vita w duecie z Tiną Turner, to tylko te najbardziej znane utwory. Trasa pod nazwą Una Storia Impotrante zawiera przekrój jego ponad 25 cio letniej przygody z muzyką.
Na stadion postanowiliśmy podjechać metrem. Czy był to dobry wybór? Chyba nie do końca. Na taki pomysł wpadło również mnóstwo innych fanów Erosa, jak się już udało wejść do metra okazało się że w wagonie jest tak gorąco że wszystko, dosłownie wszystko po nas płynęło. No cóż.


Przed stadionem tłumy. Gdzieniegdzie, stoiska z merchem Erosa. Koszulki. Szaliki, pamiątkowe opaski na głowę. Znajdujemy swój sektor. Górne piętra. Ale widok świetny.
Koncert zaczyna się z 40 sto minutowym opóźnieniem. Eros stwierdził że zacznie jak wszyscy będą gotowi. Około 21.40 zaczynamy koncert. Zaczyna od Taxi Story, pierwszy bardzo znany utwór to L’aurora. Kolejne i pierwsi goście, wśród nich Giorgia. Z każdą minutą napięcie i emocje narastają. Fajnie słucha się koncertu gdy treść jest w większości znana. Fajnie też obserwować reakcje innych. Każdy na swój sposób odbiera muzykę. Duże wrażenie robi kartonada. „Cantare d’amore non basta mai”. Cudowny wieczór. Grazie per tutti.
Powoli koncert dobiega ku końcowi. Mnóstwo emocji i wspomnień. Genialne chórki. Zespół towarzyszący wybitny. Goście z wielką klasą. Wieczór pełen niespodzianek i przepięknych wspomnień.
Powrót do domu spacerem. Okazuje się że San Siro oddalone jest od naszego domu około 30 minut.


Kolejny i zarazem, niestety, ostatni odcinek naszej podróży to wizyta w centrum Mediolanu. Leniwa, spokojna. W oczekiwaniu na pociąg cieszymy się słońcem w parku obok Castello Sforzesco. Park jest duży. Zielony. Mnóstwo tu biegający, spacerujących i oczywiście turystów. Tym razem na lotnisko jedziemy ze stacji Milano Cadorna.
Kolejna niespodzianka. Bilet kupiony w aplikacji możemy zrealizować tylko w bramce numer 1. Z tego peronu odjeżdża zazwyczaj Mediolan Express. Próba odbicia się na pozostałych bramkach kończyła się tym samym komunikatem – non funziona.
Mediolan żegna nas ulewą. Ogromną. Urwaniem deszczu. Płacze za nami. Niebawem pewnie wrócimy. Może nie do Mediolanu ale do Włoch z pewnością. Tym czasem przed nami kolejna podróż. Mallorca. Ale to już Hiszpania.
Niebawem.
Życzę wszystkim takich emocji.
Ci vediamo