Ciao
Buongiorno
Buenas
Nowy Rok rozpoczynamy zwiedzaniem kolejnego, nieodkrytego jeszcze, czy to możliwe, ktoś zapyta, zakątka Włoch jakim jest północna część Ligurii i jej główne miasto – Genova (Genua). Przybyliśmy do tego portowego miasta wieczorem. Właściciel naszego apartamentu czekał na nas przed domem. Okazało się że nasz apartament znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu Luigi Ferraris, gdzie na codzień, na zmianę użytkują go dwa wielkie włoskie kluby, Genoa w Serie A i Sampdoria w Serie B. Wyprzedzę trochę fakty i dodam że wybierzemy się na mecz ligowy z udziałem tej pierwszej drużyny, ale o tym nieco później.


Właściciel apartamentu okazuje się być Hindusem, mającym żonę węgierkę. Niezła ciekawostka.
Wieczór spędzamy przy winie, racząc się jeszcze wyśmienitym francuskim serem.
Poranek wita nas pięknym słońcem. Ja dodatkowo znajduję w pobliżu czynny basen i z wielką przyjemnością korzystam z jego potencjału. Zaraz po tym wychodzimy na miasto. Jest to dzień meczowy co ma duże znaczenia dla rozwoju wydarzeń tegoż dnia. Już po pierwszych krokach okazuje się że cała Genua jest usytuowana na wzgórzach. Podejście pod pierwszą atrakcję, nie powiem daje popalić. Oczywiście miasto posiada świetną sieć połączeń autobusowych ale tym razem nie korzystamy z tego przywileju. Mijamy Viletta di Negro, by po chwili rozpocząć spacer po ulicy która wpisana jest na listę dziedzictwa UNESCO. Ulica to nie jest główny punkt programu. Pałace rozsiane wzdłuż tejże ulicy stanowią magnes. Palazzi dei Rolli. To o nich mowa. Absolutnie wyjątkowe. Chyba tak jak sama Genua. Miasto które przez wiele lat walczyło z Wenecją o miano dominanta na Morzu Śródziemnym, miasto które miało potężną flotę, miasto na ówczesne czasy potężne i zjawiskowe. Postanowiliśmy choć w małej części zweryfikować te informacje. I tak trafiliśmy na wspomnianą via Garibaldi. Większość pałaców jest otwarta i można je zwiedzać ale w naszym przypadku, na szybkim city break, musieliśmy wybierać. Tym razem pałace podziwialiśmy tylko od frontu. Natchnieni pięknem genueńskich pałaców postanowiliśmy zobaczyć Genua z góry. Idealnym do tego miejscem jest taras widokowy wchodzący w skład Castello D’Albertis, stanowiący jednocześnie Muzeum światowej kultury czyli Museo delle Culture del Mondo. Po kilkunastu minutach wspinaczki raczymy się widokami. Faktycznie część portowa i nabrzeżna Genui robi wrażenie. Poza tym cudowne słońce. Prawdziwa dolce – vita. Zważywszy na to że o 15 rozpoczyna się piłkarskie święto z udziałem drużyn Genui i Pisy wracamy do centro storico. Postanawiamy po zejściu z zamku coś zjeść. Naszym łupem pada pyszna focaccia. Wchodzimy w arterię wąskich, pięknych uliczek. Przy Piazza Banchi podziwiamy piękny kościół św. Piotra czyli La Chiesa di San Pietro in Banchi. Zerkam na lewo i mym oczom pojawia się sklep z oficjalnymi pamiątkami zespołu piłkarskiego Genoa a że wybieram się na mecz warto kupić choć szalik. Okazuje się że wykupiony cały nakład. No cóż. Poszukamy w kolejnym. W krótkiej rozmowie z ekspedientką dowiaduję się że przede mną jeszcze dwa sklepy. Kolejny bardzo ważny punkt w Genui to katedra czyli Duomo. Piazza San Lorenzo i Cattedrale di San Lorenzo stanowią obowiązkowy punkt na genueńskiej mapie podróży. Katedra jest majestatyczna i przez to że Piazza San Lorenzo nie jest wielkim placem, dodatkowo otoczonym kamienicami, katedra robi wrażenie wielkiej. Tuż obok katedry wyrasta nam kolejny, piękny budynek. Mowa o Palazzo Ducale. Pałac Dożów Genui przy piazza De Ferrari, był oficjalną rezydencją doży genueńskiego przez cały okres trwania Republiki Genui. Pałac jest otwarty dla turystów i zdecydowanie warto do niego zajrzeć. Szczególnie sufity w poszczególnych komnatach budzą zachwyt. Czym jednak byłby wyjazdy bez niespodzianek.


W tym momencie zaczyna się nasza nowa, zupełnie niespodziewana przygoda związana z parkingiem, samochodem, Policją i meczem. Otóż podczas podziwiania katedry dzwoni do nas właściciel apartamentu z zapytaniem, gdzie jesteśmy? W krótkiej pierwszej rozmowie dowiedziałem się że nasz samochód będzie holowany z parkingu przez policję, ponieważ w czasie trwania meczu parking jest używany przez władze klubowe. I podobno była jakaś kartka przyklejona na znak z informacją że pomiędzy 14 a 18 nie można parkować żadnych aut. Jesteśmy na Piazza San Lorenzo. GPS pokazuje że na pieszo na parking mamy jakieś 30 minut. Dowiadujemy się że mamy wracać szybko. Kolejny telefon i słyszę jak właściciel apartamentu negocjuje z policją, próbując przedłużyć maksymalnie czas do naszego powrotu. Musimy znaleźć taksówkę. Nie ma. Jak na złość. W międzyczasie znajduję drugi sklep z pamiątkami Genoa, tutaj też brak szalików. Znajdujemy taksówkę. Proszę kierowcę o maksymalnie szybką jazdę. Jesteśmy na miejscu. Widzimy jak dwa przednie koła naszego samochodu stoją już na lawecie. Zaczynam negocjacje. Krzysiek zapomina jak się nazywa. Adam znika w apartamencie. Ostatecznie po długich negocjacjach samochód zostaje na miejscu, mam go tylko przestawić natomiast urocza Pani policjantka nakłada na nas mandat w wysokości 35 euro. Pytam jednak z ciekawości ile dodatkowo kosztuje laweta na parking policyjny, 138 euro plus dodatkowy koszt za parkowanie samochodu. Podczas rozmowy z policją, uwypukliłem fakt informacji znajdującej na tymczasowym znaku. Poza tym gdybym nie rozmawiał po włosku co dalej? Skończyło się szczęśliwie w sumie. Dodatkowa przygoda. Dodatkowe emocje, na tyle duże że podczas meczu siedziałem w krótkim rękawku, budząc zainteresowanie włoskich kibiców. Ale za nim dotarłem na stadion, udało się zaparkować samochód na parkingu podziemnym, 20 minut drogi od stadionu. Zresztą ten parking też zrobił nam psikusa. Gdy chciałem za niego zapłacić, okazało się że dwa automaty nie działają. I jak wyjechać mamy z niego. Spytacie. Ratunkiem był telefon alarmowy do obsługi. Brama się otworzyła. Sam mecz był ciekawym wydarzeniem. Według mnie gdyż moi kompani nie było zachwyceni lub też zachwyceni umiarkowanie. Brak szalika. Kibice szczególnie gospodarzy w głównym sektorze potrafią zrobić niezły kocioł. Mecz kończy się wynikiem 1:1, co dla gospodarzy nie jest dobrym wynikiem. Pisa się cieszy. Ale czy ten punkt wystarczy do utrzymania w najwyższej klasie rozrywkowej?



Końcówka meczu wzbudza dużo emocji w naszym sektorze. Tiffosi z Genui nie mogąc pogodzić się z dość przeciętną grą swych ulubieńców, wyrażają w prawdziwie włoskim stylu swe niezadowolenie. Oglądanie meczu na jednym z najsłynniejszych włoskich stadionów jest przyjemne, czy wygodne? Nie do końca. Ale najważniejszy jest fakt że możemy celebrować kolejne ciekawe wydarzenie. Pomeczowe emocje postanawiamy omówić w jednej z pizzerii. NIe wszystko udało się obejrzeć w tej pięknej Genui. Mamy do czego wracać. Mnie osobiście Genua zachwyciła. Sądzę a nawet jestem przekonany że tu wrócę. Z ciekawostek. Podczas tankowania samochodu na stacji z kasą automatyczną, tenże nie oddal mi reszty. Druga ciekawostka. Na bramach autostradowych za Cremoną, czytnik nie odczytał naszego biletu. Ponownie telefon do obsługi. Ponownie przydała się znajomość włoskiego.


Przed nami powrót do domu i start nowego zimowego sezonu w Jakuszycach.
Mnóstwo kilometrów. Wiele odwiedzonych nowych miast. To kolejny trip z którego z pewnością wyciągnę wnioski podczas organizowania podobnych wyjazdów.
Grazie mille całej ekipie. To zawsze duża przyjemność.
Do zobaczenia niebawem.


Oglądajcie podziwiajcie i komentujcie.
Ci vediamo.
Ciao.