Ciao
Buenas
Ponownie jesteśmy w Skandynawii. Wypływamy małym wycieczkowcem w kierunku Finlandii. Kajuta nieco klaustroboficzna ale to tylko jedna noc. Wieczorna kolacja jest wykwintna. Króluje kawior i inne owoce morza. Wszystko w cenie i wszystkiego pod dostatkiem. Ale ponownie popis dają nasi rodacy. W cenie oznacza nałóż na talerz tyle że tego nie zjesz i nalej sobie wina tyle aby się wylewało. Prostactwo. Tragedia. Wstyd. Żenada.


W spokoju próbujemy dania przygotowane przez okrętowego kucharza. Smakujemy wino. Smakujemy.
NIe mogąc na to wszystko patrzeć uciekamy do baru. Wieczór na dwóch salach z muzyką na żywo i występami okraszony promowym aperolem. Tematem naszych rozmów są niestety rodacy i ich zachowanie.


Poranny budzik wyrywa nas ze snu. Śpimy o godzinę krócej. Nie, śpimy o dwie godziny krócej. Otóż mój syn tak nastawił budzik że budzimy się godzinę przed planowanym śniadaniem. Wyglądamy jak Chińczycy którzy od chyba nocnych godzin okupują wejście do restauracji.
Podczas śniadania mamy powtórkę z rozrywki i ponownie nasi rodacy robią zapasy. Nie mogę na to patrzeć.
Szczyt żenady.
Wczesną porą docieramy do Turku. Port i jedno z większych fińskich miast. Szybkie cumowanie i schodzimy na ląd. Przenosimy się autokarem do stolicy Finlandii, Helsinek. Ku mojemu zadowoleniu wizytę w tej tajemniczej stolicy zaczynamy od wizyty na Narodowym Stadionie, jednocześnie areną olimpijskich zmagań w Helsinkach w 1952 roku. Do dziś to obiekt piłkarskiej reprezentacji Finlandii.
Zatrzymujemy się na dużym parkingu. Mamy 30 minut. Zwiedzania stadionu nie mamy w planie ale 30 minut to wystarczająco dużo aby spróbować wejść na wieżę stojącą obok stadionu która jednocześnie jest pamiątką, hołdem narodu fińskiego Matti Jarvinen, fińskiego lekkoatlety, który rzucił oszczepem 72 metry na olimpiadzie w Antwerpii. Wejściówka na wieże kosztuje 7 euro. W cenie zwiedzanie muzeum. Na stadion wejść nie mogę gdyż szykowany jest pod koncert ale obsługa pozwala na spojrzenie na murawę. Ale największy zachwyt wzbudza widok z góry. Coś niesamowitego. I sam stadion, i stojący obok stadion HJK Helsinki i cała sportowa infrastruktura robi wrażenie. W drodze powrotnej zdjęcie pod pomnikiem innego fińskiego lekkoatlety, Pavvo Nurmiego.
Kolejne miejsce na fińskiej mapie to park w którym centralną postacią jest rzeźba, pomnik Sibeliusa w kształcie rurowych organów. Kolejna wizyta to równie intrygujące co organy, kościół Temppeliaukio. Intrygująca budowla faktycznie zachwyca wewnętrznym wystrojem. Połączenie skał i szkła, drewna, wszystko zakończone wielkim miedzianym sklepieniem. Ciekawa akustyka.


Przenosimy się do dzielnicy Kluuvi. Obok budynku parlamentu stoi cudo architektoniczne. Budynek Biblioteki Narodowej. Oodi. Przypominająca łódź, budynek biblioteki nie ma sobie równych. No może poza budynkiem opery w Oslo, czy salą koncertową w Rejkiaviku.
Czapki z głów. Kolejny ciekawy budynek, przypominający nasz, ceglane budynki to dworzec kolejowy w Helsinkach. Mnóstwo podobieństw do wrocławskiego dworca.
Docieramy pod imponujący budynek katedry w Helsinkach. Pamiętam że w jednym z seriali kryminalnych, gdzie główna akcja rozgrywa się właśnie w fińskiej stolicy, katedra robiła ogromne wrażenie. A teraz stoimy przed nią. Budynek wręcz ikoniczny. Stoi na placu Senackim.


Zaraz pod budynkiem wielki pomnik Cara Aleksandra II.
Ciekawostką jest fakt że tenże car był królem Polski i księciem Finlandii. Wsławił się również tym że sprzedał amerykanom Alaskę. Co do nas zawsze twierdził że nie mamy co liczyć na niezależność. Ale zniósł obowiązek pańszczyźniany wobec wieśniaków.
Znajdujemy się w centralnej części Helsinek, gdzie znajduje się chyba większość budynków rządowych łącznie z budynkiem Parlamentu czy Soboru Uspieńskiego. Pałac Prezydencki. Kauppatori. To generalnie spory plac targowy gdzie możemy kupić pamiątki czy też zjeść coś z renifera. Mamy czas dla siebie. Wykorzystujemy to na odpoczynek. Posiłek i obserwację mieszkańców stolicy. Ostatnia atrakcja to wizyta we wcześniej wspomnianym Soborze Uspieńskim. Zaraz po tym jesteśmy w porcie w Helsinkach.


Podsumowując, warto wybrać się do Helsinek. I z pewnością zrobię to raz jeszcze. Mam mały niedosyt. Tym bardziej że przed wycieczką właśnie Helsinki i Tallin stawiałem jako miasta co do których mam największe oczekiwania.
Chwila wyczekiwania i ponownie meldujemy się na promie. Przed nami tym razem krótki transfer. Płyniemy na podbój stolicy Estonii, Tallina.


O tym co wydarzyło się w Tallinie w kolejnym wpisie.
Hasta Luego
Adios.
Buonaserata.
Ci vediamo