Ciao
Buenas
Wizyta w Toledo i na szlaku błędnego rycerza rozbudziła nasze apetyty. Plany na kolejny dzień były bardzo ambitne ale jak to zwykle bywa, postanowiliśmy nieco skorygować nasz dzień i wspólnie je zmieniliśmy. Postanowiliśmy zostać w Madrycie. Julia chciała zobaczyć madryckie zoo a ja po porannym treningu na basenie, zakupiwszy lokalną, najbardziej poczytną gazetę codzienną sportową Marca, zaplanowałem dla nas wszystkich nowe wydarzenie.


Skoro jesteśmy w Madrycie to z pewnością w środowe lub czwartkowe wieczory sporo dzieje się sportowego w tym wielkim mieście.
Okazało się że mogłem wybrać między Ligą Mistrzów i meczem Atletico z Eintrachtem Frankfurt a Ligą Konferencji i meczem Rayo Vallecano z drużyną z Macedonii.
Wybór padł na tą drugą opcję. Pozostało tylko pojechać na stadion, zapytać czy jest możliwość zakupu biletu i spokojnie odliczać godziny do rozpoczęcia meczu.
Ale zanim udaliśmy się do Madrytu, postanowiliśmy zwiedzić nasze miasteczko. Drugi najstarszy uniwersytet w Hiszpanii, miasto Cervantesa czyli twórcy Doń Quijota. Szybkie śniadanie i meldujemy się w centrum Alcala de Heranes. Zaczynamy od Calle Mayor gdzie mieści się muzeum i rzeźba Cervantesa. Uliczka jest pełna sklepów i restauracji oraz barów z kawą. Nadrabiamy kofeinowe braki i dalej spacerujemy podziwiając zabytkową zabudowę. Calle Mayor to jedna z najdłuższych ulic w Hiszpanii z podcieniami.


Poza tym każdy uniwersytecki budynek to arcydzieło sztuki architektonicznej. Alcala de Heranes zyskała miano „Miasta WIedzy”. Podczas spaceru planujemy zatrzymać się ponownie na chwilę na wielkim Plaża de Cervantes. I jak to zwykle bywa podczas naszych wycieczek coś musi być remontowane, coś zasłonięte rusztowaniami. I tak jest tym razem. Centralna część placu jest remontowana. Życie. Warto wspomnieć jeszcze o Teatrze w Alacala. Sam budynek z 1620 roku robi niesamowite wrażenie. Corral de Comedia.
My powoli opuszczamy centrum miasta i przenosimy się do Madrytu. Pierwsze kroki prowadzą na stadion Rayo. Idziemy do kas zapytać czy ogóle są jeszcze bilety. Okazuje się że są i to w całkiem fajnych miejscach do oglądania. Kupuję 5 biletów i na dodatek klubowy szalik. Zaraz po tym dzieci jadą do zoo a ja razem z żoną jedziemy obejrzeć instalację podarowaną przez króla Egiptu. Temple of Debod. Egipska świątynia z II wieku, podarowana Hiszpanii przez Egipt za pomoc w ocalaniu świątyni w Nubii. Pięknie położona, w centralnej części parku de la Montaña, nie powiem aby zachwycała ale z pewnością jest interesująca.


My spacerujemy w kierunku Pałacu Królewskiego. Zaczynamy od Garden Sabatini. Już boczna fasada pałacu robi wielkie wrażenie. Później okaże się że pałac jest ogromny. Mijamy główną fasadę i ponownie jesteśmy na placu oddzielającym pałac od Katedry Almudeny. Wszystko pięknie mieni się w promieniach słonecznych. Kolejnym razem wcześniej kupimy bilet i zwiedzimy pałac również od środka.


Wracamy po dzieci gdyż niebawem rozpoczyna się mecz. Jedziemy pod stadion. Udaje się nam zaparkować. Trafiamy do jednego z barów dla fanów Rayo. Kupujemy złoty napój i tapas. Wymieniamy poglądy z właścicielem. Wznosimy toast za zwycięstwo. Czuć narastające emocje. Mnóstwo kibiców. Przeważają biało czerwone kolory. W wielu miejscach w okolicy stadionu widzimy piękne murale. Im bliżej stadionu tym częściej słychać klubowe przyśpiewki. Policja konna. Wchodzimy na trybuny. Nasz są zadaszone i dwupiętrowe. Ogólnie obiekt jest kameralny, posiada w sumie trzy trybuny. Jadą z nich zajmują zwykle najwierniejsi kibice Vallecas czyli Bukarenos.
Pomimo swych niedużych rozmiarów, akustyka w środku jest fenomenalna. Jako że posiadamy szalik szybko identyfikujemy się z lokalsami. Mecz się zaczyna. Piękne słońce. Macedończycy są tłem dla Vallecas. Mecz kończy się wynikiem 2:0. Piękne, niezapomniane emocje.


Wracamy do Alacala de Heranes. Tym razem na kolację – paella. W końcu jesteśmy w Hiszpanii.
Kibice Barcelony, proszę o wybaczenie.
Hasta Luego
Adios.
Buonaserata.
Ci vediamo