Udinese-Napoli, włoska Serie A? Sempre

Home » Udinese-Napoli, włoska Serie A? Sempre

Ciao

Buongiorno

Buenas

Lubimy oglądać calcio czyli piłkę nożną w wydaniu włoskim? Tak, lubimy bardzo. Mam swój ulubiony włoski klub, mój syn również, w związku z tym postanowiliśmy polecieć do Włoch na kolejne spotkanie z włoską piłką. Do tego wyjazdu namawiać nie musiałem swojego kolegi z którym miałem okazję pracować przez wiele lat i jego dwóch synów. Skład pięcioosobowy, klarowny, zwarty, mocny. Zostało tylko znalezienie odpowiedniej destynacji i meczu z udziałem Napoli. Przeglądając kalendarz włoskiej Serie A znalazłem mecz z udziałem Napoli w Udine, gdzie trenerem jest facet który prowadził kiedyś Pogoń Szczecin, w składzie dwóch Polaków, stadion jak na warunki włoskie bardzo nowoczesny, miasto w którym studiować miała okazję moja córka. Jedziemy na mecz Udinese contra Napoli. Wylot z Wrocławia do Wenecji, transfer pociągiem do Udine, zwiedzanie, mecz, jedzenie, mecz. 

Bilety lotnicze kupiliśmy za 158 złotych. Si. 158 złotych.

Wejściówki na mecz kosztowały w sumie 43 euro na jedną osobę. Trybuna blisko sektora kibiców Napoli. 

Pozostało wynajęcie apartamentu w Udine i możemy lecieć. 

Robert, znalazł świetny apartament, dwupoziomowy w centrum Udine. Co poza meczem w planach. W związku z tym że lądujemy w Wenecji, idziemy ją zwiedzać. 

Ale za nim. Wsiadamy w pociąg do Wrocławia. Robert z synami jedzie z Poznania. Zabiera nas po drodze ze stacji Wrocław Stadion. Szybka wizyta w centrum handlowym. Odprawa. Jesteśmy na lotnisku we Wrocławiu kilka dni po wznowieniu lotów (przez miesiąc na lotnisku trwały prace mające usprawnić przede wszystkim wejście do strefy odpraw), i faktycznie są nowoczesne bramki, poza tym nic się nie zmieniło. Wsiadamy do samolotu. Synowie Roberta siedzą razem. Udało się to załatwić ze stewardessą. Lot krótki, nieco ponad godzinę. Transfer lotniskowy sprawdzoną linią www.Atvo.it, Piazzale Roma w Wenecji i zaczynamy swoją podróż. Wchodzimy do centrum od strony Dorsoduro. Mijamy restauracje w której kiedyś jadłem pyszną pastę z Julią. Wenecja za każdym razem jest inna. Niby te same kanały, ta sama woda ale jednak nawet sam fakt inaczej zachodzącego słońca sprawia że spojrzenie na nią jest inne. Dochodzimy do Ponte dell’Accademia. Po jednej stronie widzimy kopułę bazyliki della Salute, Santa Croce i Dorsoduro, budynki, kamienice dwóch dzielnic po drugiej stronie. Zaraz po minięciu mostu znajdujemy sympatyczną trattorię. 

Nasze podniebienia zadowolone więc koontynujemy zwiedzanie. Powoli zapada zmierzch. Po drodze mijamy kolejne kanały i trafiamy na koncert wokalny przy Chiesa di San Moise. Zaraz po minięciu mostu (Ponte) di San Moise dobiegają do nas dźwięki muzyki. Chwila na podziwianie kunsztu wokalnego i dochodzimy do Placu św. Marka. Kolejne spotkanie z placem. Moim zdaniem aby poczuć klimat placu i katedry najlepiej tam być albo wcześnie rano lub późnym popołudniem. Mniej turystów. Mniej zgiełku. 

Przy wyjściu z placu skręcamy w lewo i wzdłuż najpopularniejszej promenady podziwiamy fasadę Palazzo Ducale. W pewnym momencie skręcamy w lewo i powoli kierujemy się na najbardziej znany most, chyba najbardziej instagramowy most w Wenecji czyli Ponte Rialto. Migrujemy z dzielnicy San Marco do San Polo. Trochę z mojej nieuwagi lawirujemy pośród wąskich, weneckich uliczek. 

Docieramy na dworzec kolejowy z dobrym zapasem. Kupujemy bilety, robimy obowiązkowy check-in. Pamiętajcie, zawsze róbcie odprawę. Rozsiadamy się w wygodnym pociągu włoskiej Trenitalia i jedziemy do Udine. Podróż trwa ponad 1,5 h. Mija nam ona w atmosferze wspomnień ze wspólnych szkoleń i tego co przed nami. 

Meldujemy się w Udine wieczorem. Sprawdzamy możliwości dotarcia do centrum i wybieramy opcję pieszą. NIeco ponad 30 minut i meldujemy się pod bramą naszego apartamentu. Matteotti Apartaments. Dwupoziomowy, komfortowy, bardzo zgrabny apartament. 

Zjadamy kolację i zmęczeni całodniową podróżą zasypiamy. Niedzielny poranek. Razem z Robertem udajemy się na zakupy. Chłopaki czekają na świeże cornetto. Poza tym sery, szynka. Dobra włoskiej kuchni. 

Dzień meczowy. Pomiędzy czasem na zwiedzanie tego studenckiego miasta, idziemy oglądać mecz włoskiej serie A, Udinese-Napoli. Ale zanim to po śniadaniu, w blasku słońca penetrujemy uliczki Udine. I wracają wspomnienia z pobytów w tym mieście, gdy Julia w nim studiowała. 

Piazza Liberta, Civici Musei, Piazza Matteotti. Wschodzące słońce pięknie oświetla białe kamienice. 

Jako że jesteśmy w okresie przedświątecznym, główne place, uliczki, przystrojone są w elementy w klimacie bożonarodzeniowym. 

Wspinamy się do zamku. 

Castello Di Udine. Pięknie wyglądający zamek na wzgórzu z jeszcze piękniejszym widokiem na góry, miasto i najbliższe otoczenie. Czas na kawę. Zaraz po tym Robert z synami udają się do kościoła a my z Szymonem idziemy poszukać jakiegoś równie interesującego miejsca. Przypadkowo wpadamy na lodowisko przy Piazza XX Settembre. Bez chwili namysłu postanawiamy skorzystać z lodowej atrakcji i przyodziani w łyżwy wpadamy na lodowisko. Pierwsze kroki dość pokraczne ale po chwili suniemy po tafli jak zawodnicy NHL.

Docierają do nas chłopaki. Wracamy do apartamentu. Przebieramy się w koszulki Napoli, zabieramy zakupione wcześniej szaliki Udine i uzbrojeni w meczowe atrybuty idziemy na przystanek. Zgodnie z sugestiami na tym przystanku mamy się spodziewać autobusu który zabierze nas bezpośrednio na stadion. 

Rozkład jazdy na miejscu mówi zupełnie co innego. Nie tracąc czasu jedziemy autobusem na dworzec kolejowy. Tam pytam bardzo życzliwych carabinierów o możliwość dotarcia na stadion. Wskazują jeden z przystanków i linię numer 2. Chwila oczekiwania i docieramy prawie pod stadion. Wokoło mnóstwo samochodów. I sporo kibiców. Nie powinno nas to dziwić gdyż do Udine przyjeżdża aktualny jeszcze mistrz Włoch. Stoimy przed jedną z bram ale okazuje się że nasza trybuna jest po drugiej stronie. Czas ucieka. Sprint. Kontrola. Szymon nie ma dowodu. A bilet jest imienny. Muszę się przyznać że kontrolerów udało się zagadać i ostatecznie minutę po premierowym gwizdku meldujemy się na naszych miejscach. Szymon z chłopakami siedzą obok siebie, w centralnej części sektora a ja obok kilku Włochów. Poza sektorem dedykowanym kibicom Napoli pozostali, zdecydowana większość pozostałych też ubrana jest w barwy Napoli. Ja na sobie mam również koszulkę Napoli i jak się okaże mogę ją z dumą prezentować. Zarówno po jednej stronie jak i drugiej to mieszkańcy pobliskich miast i również kibicują Napoli. Marco, jeden z nich, mam brata w Polsce i pozwalamy sobie na wspólne zdjęcie, z pozdrowieniami i na dyskusję co do wydarzeń na boisku i nie tylko. Marco opowiada mi również o jednym z piłkarzy Udinese, Zaniolo, że gwizdy towarzyszące w momencie kiedy Zaniolo jest przy piłce nie są dziełem przypadku. Ogólnie, kolejna świetna lekcja włoskiego. Sam stadion kiedyś Stadio Friuli, poźniej Dacia Stadion, teraz BleEnergy Stadion jest jednym z nowocześniejszych jak na włoskie warunki. Oglądalność świetna. Super akustyka. Tylko gra Napoli jest rozczarowująca. Mistrz Włoch wyjeżdża z Udine z przegraną 1:0, a mogło być 3:0. Nieuznane dwa gole po weryfikacji var. Ale sama wizyta na stadionie i emocje plus wszystkie towarzyszące temu wydarzenia zostaną w pamięci na długo. Wychodzimy ze stadionu bez większego pośpiechu. Piękny obrazek na zakończenie. Mama tuli syna płaczącego po przegranej. No cóż. Hojllund i spółka musi się wziąć ostro do roboty aby myśleć o obronie mistrzowskiego tytułu. 

Wracamy autobusem. Zjadamy kolację i kładziemy się spać. Jutro czeka nas powrót. 

Ostatni dzień podróży nie zanosi się na jakoś specjalnie emocjonujący. Wychodzimy przed czasem. Na dworcu kolejowym jesteśmy o czasie. Wsiadamy do naszego pociągu i zaczyna się przygoda. W drodze nasz pociąg łapie ponad godzinne opóźnienie. Wpadamy do Wenecji Mestre w pośpiechu i lecimy na autobus lotniskowy. Jest o czasie ale jesteśmy tuż pod limitem czasowym. Lotnisko. Długi ogonek do odprawy. Nerwowo się robi. Nasz gate już otwarty. Wszystko dzieje się jakby normalnie ale jednak presja czasu rodzi w głowie scenariusz że pierwszy raz możemy nie zdążyć na samolot. Rysuję plan B. Szybka kontrola. Lecimy do bramek. Jesteśmy ostatni. Czekamy na Roberta. Uffff. Naprawdę wielkie ufff. Jestem w miarę spokojny podczas tego typu wydarzeń ale uwierzcie że pierwszy raz w życiu miałem wizję że nie polecimy tym samolotem. A na koniec okazało się że samolot wyleci z 20-minutowym opóźnieniem. Wrocław Stadion. Tu nasze drogi się rozchodzą. My z Szymonem wsiadamy do pociągu, Robert z synami wraca do Poznania. 

Krótka ale obfitująca w różne wydarzenia wycieczka kończy się. Wielkie dzięki za wspólnie spędzony czas. 

Podróżowanie z Wami to wielka przyjemność. Tomek, pamiętaj – hoder:).

P.s 

Sytuacja na lotnisku byłaby może inna gdybyśmy wysiedli na stacji Wenecja Treviso. Bilety kupiłem na autobus lotniskowy i nie spojrzałem że jadąc z Udine do Wenecji Mestre w połowie drogi jest w/w wspomniana stacja. Kolejna nauczka. No cóż. Uczymy się całe życie. 

Podsumowując, wybierając się na mecze serie A, Udine jest świetnym wyborem. Wszystko blisko. Stadion niezły. Miasto piękne. Prawdziwa La dolce vita.

Do zobaczenia niebawem. 

Oglądajcie podziwiajcie i komentujcie. 

Ci vediamo.

Ciao.