Saint Tropez – sylwester po francusku

Home » Saint Tropez – sylwester po francusku

Ciao

Hola, Buenas.

Dla mojego pokolenia filmy z serii „Żandarm z Saint Tropez” z niezapomnianą rolą Louis de Funes były wydarzeniem porównywalnym do pojawienia się mebli ze Swarzędza w czasach PRL. Kto widział ten wie o czym mówię. Mowa o meblach gdyż powrót do filmów z serii z żandarmem jest dużo łatwiejszy. Wystarczy odpalić jeden ze streamingów i możemy cieszyć się na widok niskiego wzrostem francuskiego policjanta i jego kompanów. Szukając pomysłu na aktywne i ciekawe spędzenie i przywitanie Nowego Roku braliśmy pod uwagę kilka opcji a wygrała francuska opcja z Saint Tropez w roli głównej. I tak oto w doborowym towarzystwie, pod drodze mijając wcześniej już opisane Cremona, Piacenza i księstwo Monaco, zawitaliśmy do francuskiego miasteczka w sylwestrowy wieczór. Czekał na nas wielki apartament, zdolny pomieścić 6 osób i ubikacja w szafie, dosłownie. Ubikacja mieściła się w miejscu gdzie normalnie mamy szafy. Poza tym blisko do centrum, blisko na nadmorską promenadę. Kilkanaście minut przed północą postanowiliśmy wraz z innymi turystami powitać Nowy Rok francuskim szampanem na głównej ulicy miasteczka obok portu. Ku naszemu zdziwieniu liczba turystów nie przytłoczyła nas nadmiernie. Celebracja i świętowanie przeniosła się do naszego apartamentu gdyż większość nadmorskich restauracji była objęta rezerwacją. W drodze powrotnej kilka zdjęć przed głównym budynkiem żandarmerii gdzie teraz znajduje się muzeum. 

Pierwszy dzień Nowego Roku witamy biegowo i ze słońcem. Oraz pyszną kawą z croissantem w nadmorskiej kawiarni. 

Tego dnia postanawiamy odwiedzić francuską Wenecję czyli malutką, nadmorską miejscowość, przypominającą legendarną Wenecję. Grimaud. Zamknięta enklawa z kanałami łączącymi poszczególne dzielnice. Bardzo interesujące, zbudowane na wodzie miasteczko. Niektórzy twierdzą że kiczowate ale ja bym chciał posiadać apartament w takim miejscu. 

Kolejne miasteczko, bardzo urokliwe znajdujące się nieopodal Saint Tropez to Ramatuelle. Prowansalskie, wąskie uliczki, popołudniowy zgiełk, spokój, miasteczko zupełnie inne od szumnego, bardziej znanego Saint Tropez. Dodatkowy atut to wzgórze na którym jest położone. Ciekawa alternatywa.

Wracamy do Saint Tropez w poszukiwaniu miejsca gdzie możemy spróbować francuskiej kuchni. Na Avenue de Generał Leclerc znajdujemy restaurację gdzie o dziwo udaje się zarezerwować stolik dla nas. To co się mi we Francji nie podoba, zresztą nie od dziś to fakt nieznajomości albo lekceważenia znajomości innego języka niż francuski. Facet w knajpie niby rozmawiał w języku włoskim czy angielskim ale jak przyszło co do czego to skończyliśmy na francuskim. Finalnie, dania zostały zamówione, kolacja była pyszna. Wieczór celebrowaliśmy w apartamencie oglądając kolejne filmy z serii z komisarzem de Cruchot. 

Następny dzień rozpoczęliśmy ponownie na sportowo, w drodze powrotnej naszym łupem padły świeżo wypiekane crossanty. Tego też dnia odwiedziliśmy muzeum żandarmów. Bilet w cenie 5 euro i mogliśmy cieszyć się wizytując dom znany z filmów. Mnóstwo eksponatów, oryginalne biurka, oryginalne mundury. Dwa piętra poświęcone bohaterom francuskiej serii o żandarmach ale jest też miejsce dla jeszcze jednej bardzo znanej postaci nie tylko francuskiego kina a mianowicie Brigitte Bardot. Ikona seksapilu lat 50 i 60 tych XX w. Modelka, działaczka społeczna. Zmarła 28 grudnia właśnie w Saint Tropez. Na jednym ze skwerów z pomnikiem „bardotki” widzimy mnóstwo kwiatów ku czci znanej aktorki. 

Opuszczamy budynek muzeum i przenosimy się do centrum Saint Tropez. Naszym celem jest wznosząca się nad miastem budowla Cytadeli. Piękny park okalający budowle, wysokie mury nie pozwalają zajrzeć do środka. Zostaje nam podziwianie okolicy obchodząc cytadelę. Podziwiamy morze i okoliczne miasteczka. 

Przenosimy się do centrum miasteczka. Saint Tropez jest jednym z najdroższych miast na francuskiej riwierze. Miasto luksusowych jachtów. Prywatnych plaż. Biegając, poza centrum często napotykam na wielkie, prywatne posiadłości. Czy należą one do któryś z wielkich gwiazd?

Okazuje się że Saint Tropez to nie tylko żandarm. Przed nami transfer do ostatniej atrakcji podczas tej podróży. Genova. Liguria. Włochy. Jedno z ostatnich wielkich włoskich miast w których nas nie było. Ale po drodze odwiedzamy jeszcze sławne Cannes z czerwonym dywanem przed festiwalowym centrum i centrum włoskiej muzyki rozrywkowej czyli San Remo. I w jednym i w drugim przypadku wizyty były na tyle krótkie że nie ma nad czym się rozpisywać.

Żegnamy Francję, może będzie jeszcze kiedyś okazja na podziwianie Nicei, czy dłuższy pobyt w Cannes. Przenosimy się do centrum Ligurii, Genova. Emocje parkingowe, poszukiwanie szalika i sam mecz na słynnym Stadio Luigi Ferraris. To przed nami. 

Teraz jak zawsze zostawiam Was z lekturą i zdjęciami.

Hasta luego.

Adios. 

Ci vediamo.