Ruta de Don Quijote – szlakiem Don Kichota w regionie Kastylia – La Mancha 🇪🇸

Home » Ruta de Don Quijote – szlakiem Don Kichota w regionie Kastylia – La Mancha 🇪🇸

Ciao

Buenas 

Kto zna, kto pamięta najbardziej znanego rycerza w świecie literatury? Don Kichot lub jak mawiają Hiszpanie, Don Quijote de la Mancha. A jego twórcę, Cervantesa? 

My postanowiliśmy podążyć drogą obraną przez szlachcica, obłędnego rycerza. Szlak wyrusza z Alcala de Heranes, czyli w mieście gdzie zatrzymaliśmy się na czas pobytu w Madrycie.

A dalej? Istnieje szlak turystyczny, wiodący poprzez wzgórza regionu Kastylia – La Mancha, i rozsiane na ich wierzchołkach majestatycznie wyglądające wiatraki. 

Drugi dzień pobytu w Hiszpanii postanowiliśmy wykorzystać na zapoznanie się z niewątpliwie wielką, zaskakującą, ciekawe zapowiadającą się atrakcją, regionu położonego na południe od stolicy Hiszpanii, Madrytu.

Nieoficjalnie szlak Don Kichota obejmuje 146 miasteczek zawartych w powieści Cervantesa. My swoją podróż szlakiem błędnego rycerza rozpoczynamy od El Toboso. Jedno z najważniejszych miejsc na szlaku. Tutaj błędny rycerz poznał wybrankę swego serca, Dulcyneę. Na głównym placu odnajdujemy pomnik klęczącego Doń Kichota przed wybranką. W powieści Cervantesa nazwa El Toboso została wymieniona 150 razy (

źródło – Hispanico). W mieście znajduje się muzeum i dom wybranki. My w sklepie z pamiątkami kupujemy ręcznie robione magnesy i wino z pobliskiej winnicy.

Świeci piękne słońce, jest ponad 25 stopni. Cudowna aura.

Kolejna miejscowość to Campo de Criptana. Już wjeżdżając do wioski na wzgórzu obserwujemy pierwsze wiatraki (molinas). Do dnia dzisiejszego przetrwało 10 z 32 wiatraków, a warto dodać że pochodzą one z XVI i XVII wieku. W rozdziale VIII powieści, Cervantes opisuje słynną walkę Doń Kichota z „olbrzymami” czyli wiatrakami. 

Ze wzgórza rozpościera się typowy dla tego regionu widok. Równiny z polami uprawnymi i wzgórza gdzie najczęściej poza wiatrakami rośnie winogron. 

Wiatraki są niewątpliwie ogromną atrakcją tej wioski (pueblo). Już samo patrzenie na te olbrzymy jest niesamowitym doznaniem. Nieco surrealistycznym. Ale bardzo ciekawym. 

Na wzgórzu pośród wiatraków znajdują się dwie knajpki i w jednej z nich postanawiamy zjeść tapas. 

Ponowne próby rozmowy w języku hiszpańskim wypadają całkiem, całkiem. Vale. 

Raz tylko doszło do nieporozumienie a mianowicie, zamawiamy frytki a dostajemy chipsy. Do poprawy. 

Ale Tinto de Verano czyli napój podobny do Sangrii lecz podawany rodowitym Hiszpanom w słoneczny dzień jest rozwiązaniem idealnym. Poza tym Patatas Bravas – smażone ziemniaki w ostrym sosie pomidorowym z jajkiem sadzonym, Jamon Serrano – dojrzewająca szynka. Wszystko smakuje pysznie. Jeszcze Gazpacho – chłodnik. Towarzystwo, otoczenie, klimat, czas – wszystko się zgadza. 

Po również kulinarnej uczcie jedziemy dalej. Przed nami, widzimy to z naszego wzgórza kolejne miasteczko. Po kilkunastu minutach jesteśmy w Alcazàr de San Juan i widzimy wiatraki Molinos de Viento. Z parkingu strome, soczyste podejście pod tylko cztery wiatraki ale jak pięknie nazwane, min. Barcelona czy Dulcynea. 

Jeden z nich można obejrzeć ale oczywiście w naszym czasie pobytu, zamknięte. 

Podziwiamy kolejne wiatraki i te które już widzieliśmy, świetnie je widać. 

Entuzjam postanawiamy przełożyć na wizytę w kolejnym miasteczku. Consuegra. Chyba najbardziej instagramowe wiatraki. MOże to przez fakt że tu wiatraki położone są na dwóch wierzchołkach, przedzielonych zamkiem. 11 wiatraków plus wspomniany Castillo de la Muela, arabski zamek, jest główną wizytówką całego regionu. Wszystkie są odrestaurowane, w wielu z nich są jeszcze oryginalne części z XVI wieku. W jednym z nich jest muzeum, gdzie możemy zobaczyć jak pracowano przy obsłudze wiatraka i jak tam mieszkano w ogóle. Dodatkowo korzystając z umiejętności lingwistycznych dowiedziałem się że wszystkie te wiatraki są sprawne ale nie opłaca się ich użytkować. 

Do zamku idę sam. Trafiam tam na wycieczkę szkolną. Przewodnik ciekawie opowiada o historii zamku. Przewodnik wciela się w rolę rycerza. Drugi pan z obsługi jest magiem. Jak na warunki południowców, zamek jest świetnie utrzymany. Widok z murów obronnych równie imponujący. Ale mimo wszystkiego wiatraki są tutaj głównymi bohaterami. Nie dziwi mnie fakt że są one tak wdzięcznym obiektem dla amatorów fotografii. 

Na deser zostawiamy sobie stolicę regionu Kastylii – La Mancha. Mowa o Toledo. I na samym początku napisze że po wizycie w tym mieście mam ogromny niedosyt. Muszę koniecznie tu wrócić. Porque? Czyli dlaczego.

Otóż Toledo jest, a nieczęsto się to zdarza miastem gdzie stykają się trzy kultury, chrześcijańska, muzułmańska i żydowska. Obok siebie dosłownie stoją meczet, synagoga czy gotycka katedra. 

Stara dzielnica Toleda i labirynt uliczek został wpisany na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. 

Znajdujemy parking i wchodzimy w gąszcz turystów. Wąskie uliczki, stare zabudowania. Majestatyczne wieże kościelne. Jesteśmy pod katedrą. Katedra Najświętszej Marii Panny, inspirowana francuskim gotykiem, jest drugą najważniejszą budowlą tego typu w całej Hiszpanii. Ciekawostką jest fakt że część ścian czy witraży zdobią dzieła El Greco, Goja czy Rubensa. Toledo to również jak wcześniej wspomniałem synagogi. Najważniejsze z nich to synagoga Santa Maria la Blanca. Ale to ta druga, nieco mniejsza jest częściej wybierana. El Transito.

Będąc w Toledo nie wolno ominąć Plaza de Zocodover. Najpopularniejsze bary i restauracje to właśnie to miejsce. Nieco obok trudno nie trafić na Alcazar. Majestatyczna twierdza łączy w sobie funkcję muzeum, rezydencję królów i siedzibę rządu krajowego. Te kilka godzin to zdecydowanie za mało na wizytę w tym zjawiskowym mieście. KOniecznie muszę tu wrócić. Najlepiej z noclegiem i możliwością potrenowania na rowerze. Nie jest tu płasko a widoki wynagrodzą z pewnością trudy podjazdów. 

Wracamy późnym wieczorem. Zmęczeni ale usatysfakcjonowani ogromnie. Moim zdaniem szlak błędnego rycerza jest niesamowity a już olbrzymy czyli wiatraki wygrywają jak to popularnie się teraz mówi – internety. 

Toledo to miasto samo w sobie magiczne. Zaskakujące. Przypominające nieco włoskie uliczki starych miast czy starą dzielnicę w Barcelonie. Z całą pewnością polecam wszystkim podróż szlakiem Don Kichota. Toledo trzeba zaplanować ponownie z wizytą wewnątrz starego miasta. Spróbować wchłonąć klimat i zapach. 

Na kolację była paella z krewetkami i małżami. I octopusem czyli ośmiornicą. Oraz czerwonym winem. 

Genial. Jak mawiają Hiszpanie. Wiadomo, genialnie. Życzę Wszystkim genialnych doznań. 

Przede mną kolejne już zaplanowane wycieczki i eksploracje. Ta w regionie Kastylii – La Mancha z pewnością należała do najfajniejszych odkryć mijającego już roku. Polecam Wszystkim. 

Hasta Luego

Adios.

Buonaserata.

Ci vediamo