Ciao
Hola, Buenas
Cremona i Piacenza. Po kilkunastu godzinach podróży, wesoły mercedes melduje się na jednym z parkingów w Cremonie, niewielkim mieście w Lombardii, znanym przede wszystkim z produkcji skrzypiec. W tym pięknym, włoskim miasteczku urodził się i tworzył arcydzieła lutnicze, Antonio Stradivarius.


Parkujemy przed stadionem Cremonese, drużyny piłkarskiej z włoskiej Serie A.
Na wizytę w Cremonie nie mamy zbyt dużo czasu ale zaczynamy od Corso Giacomo Matteotti.
Wchodzimy w typową, średniowieczną zabudowę miasteczka. Naszym celem są dwa place. Pierwszy, Piazza del Comune z przepiękną Duomo i najwyższą średniowieczną wieżą w całych Włoszech, oraz Piazza Stradivari. Pierwsza przepiękna brama prowadząca do Palazzo Fodri. Należał do szlacheckiej rodziny Fodri. Piękne zdobione krużganki. Pomyśleć że kiedyś w takich domach mieszkano.
Pięknie wyglądają świąteczne zdobienia. Po kilku chwilach jesteśmy pod Katedrą w Cremonie (Duomo di Cremona). Obok fantastycznie wyglądająca wieża, Torrazzo, jak wcześniej wspomniałem, najwyższy tego typu obiekt we Włoszech. Po prawej stronie katedry baptysterium San Giovanni, Palazzo del Comune i Loggia dei Militi. Na dzwonnicę można wejść ale spóźniamy się 15 minut. Szkoda. Zostaje podziwianie wnętrza Katedry. Obok natykamy się na pracownię lutniczą Valerio Ferron Violinaio. Przez szybę obserwujemy precyzyjną, ręczną, żmudną, dokładną pracę przy główce skrzypiec.


Katedra jest siedzibą biskupstwa diecezji Cremona, pochodzi z czasów romańskich, nazywana – Cattedrale di Santa Assunta. Wspomniany wcześniej budynek baptysterium wraz z fasadą katedry, uchodzi za jeden z głównych zabytków romańskich w Europie.
Torrazzo, dzwonnica katedry, jest najwyższą (112 m), średniowieczną wieżą we Włoszech i jedną z najstarszych zachowanych tak wysokich budowli ceglanych na świecie. Tym bardziej szkoda że nie dano nam było podziwiać katedry w całej okazałości. Na fasadzie dzwonnicy warto zawiesić na chwilę wzrok i podziwiać zegar astronomiczny, podobno największy na świecie, zbudowanym przez Francesco i Giovani Battistę Diviziolich.
Ostatecznie pod pomnik wybitnego lutnika nie trafiliśmy. Obok jest bardzo ciekawe muzeum ale skoro było zamknięte postanowiliśmy posnuć się wąskimi uliczkami tego urokliwego miasta. Wcześniej wspomniałem że nasz mercedes sito zaparkowany przed stadionem US. Cremonese. Trafiliśmy na jeden ze sklepów z pamiątkami piłkarskimi ale o tej porze był już zamknięty. Zostało podziwianie barw klubowych US. Cremonese przez szybę. Dla nas ten klub kojarzony jest przez Władysława Żmudę, reprezentanta Polski który w latach 1984-1987 grał w barwach klubu z Cremony.


Będąc w Cremonie spróbuj koniecznie migdałowego rarytasu zwanego Torrone. To białka jajek i miód tworzą pod wpływem ciepła strukturę nugatu.
W związku z tym że nasz nocleg zaplanowaliśmy w nieodległej Piacenzie udaliśmy się w jej kierunku.
Piacenza leży w regionie Emilia-Romania. Jest większym miastem od Cremony. Ciekawostka pierwsza, to miasto urodzin sławnego włoskiego projektanta mody, Giorgio Armaniego. Kolejna ciekawostka to miejsce urodzin braci Inzaghi. Włoskich piłkarzy a obecnie bardzo znanych i cenionych trenerów. Na wizytę w centrum zostawiamy sobie dzień następny. Odnajdujemy nasz apartament i przy butelce włoskiego wina omawiamy to co za nami a przede wszystkim to co przed nami.
Piacenza rankiem wita nas słońcem.


Bez konkretnego celu udajemy się do centrum. Palazzo Comunale to miejski ratusz. Nie widać jego pełnej fasady gdyż wokoło samego ratusza trwa w najlepsze świąteczny targ. Ratusz stoi na Piazza dei Cavalli. Charakterystyczne dwie postacie na koniach to ojciec i syn Farnese, książę Parmy i Piacenzy. PIazza Duomo i Bazylika św. Antoniego również przysłonięte są bazarowymi namiotami. Kręcimy się wąskimi uliczkami i na końcu trafiamy na miejskie muzeum znajdujące się w niewiarygodnych zabudowaniach Pallazzo Farnese z XVI w.
Żegnamy się z Piacenzą i jedziemy dalej. Na obrzeżach Genoa, zaraz nad morzem, już w Ligurii w niewielkim nadmorskim miasteczku Varezze znajdujemy czynną stację benzynową i mały bar z pizzą na kawałki, który prowadzi przesympatyczna para. Ona jest z Białegostoku. Co za spotkanie. NIesamowite.


W promieniach słońca popijamy pyszną kawę i aperol. Za kilka kilometrów będziemy już w innym kraju. Ale o tym w następnym wejściu.
Rozkoszujcie się zdjęciami i opisem przedsylwestrowej wycieczki.
Adios.
Ci vediamo.